Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzaki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

W równym rządku


Jozimamowe towarzystwo ostatnio się bardzo rozbestwiło. Opanowało mieszkanie Jozimamy niemal tak samo jak kiedyś zrobiły to niesforne myszy. Żyrafy, słonie, zebry i koniki rozpanoszyły się po wszystkich kątach i zakamarkach i nawet Iguana już miała trochę dosyć ich wszędobylstwa. Prawdopodobnie dlatego, że ostatnio intensywnie trenuje wymyśloną przez siebie dyscyplinę, czyli bieg na przełaj z przedpokoju do salonu i z powrotem. Plątające się pod nogami zwierzaki nie pozwalały jej rozwinąć dostatecznych prędkości i zirytowanej Iguanie zdarzało się obrzucić wrogim spojrzeniem niejedną żyrafę czy słonia.

Jozimama pomyślała, że coś z tym trzeba zrobić, bo przecież lepiej jest, gdy Iguana i reszta ferajny żyją ze sobą w zgodzie. Długo nad tym myślała, przyznaje bez bicia, ale w końcu wpadła na pomysł, co z tym fantem zrobić. Postanowiła, że poustawia cały zwierzyniec jak w sklepie, na półkach. Jak to jednak u Jozimamy bywa, od pomysłu do realizacji czasem długa droga. A w dodatku robienie porządku to naprawdę nie jest mocna strona Jozimamy... Jednak w końcu się udało i tak oto już od dzisiaj możecie oglądać kolorową ferajnę Jozimamy w jej małym, ale własnym sklepiku. Prawda, że ładnie wyglądają poustawiane w takich równych rządkach?


Sklep Jozimamy

Na razie w sklepie znajdziecie żyrafy, koniki, zebry, słonie i termokwiatki. Z czasem na półki u Jozimamy trafią też inne, znane Wam wyroby - w pierwszej kolejności zestawy dla niemowląt i woreczki. Na pewno będą też nowości. Jozimama znowu ma głowę pełną pomysłów i ma nadzieję, że już wkrótce ujrzą one światło dzienne... i oczywiście wylądują w jozimamowym kramiku.

No i nie ma co ukrywać - Jozimama liczy też na to, że gdy już pobuszujecie na jej półkach, to znajdziecie coś dla siebie i Waszych dzieci. Tym bardziej, że na otwarcie sklepu ma dla Was niespodziankę - do 20 kwietnia 2012 r. wszystko w sklepie będzie o 15% tańsze! A poza tym już jutro rusza konkurs z fajnymi nagrodami na stronie na Facebooku - koniecznie obserwujcie Jozimamę, być może uda się wylosować coś ładnego właśnie dla Was!

Tym samym Jozimama obwieszcza, że zmienia się system zakupów - od teraz można kupować to, co jest w sklepiku, a zamawianie przez e-maila odchodzi do lamusa :)

A i jeszcze jedno - być może część z Was zauważyła nowe logo. Jakby ktoś się zastanawiał, skąd taki pomysł - no cóż... Jozimama jest już tak stara, że potrzebowała małego liftingu. I ma nadzieję, że w nowej odsłonie też się Wam spodoba.

środa, 29 lutego 2012

Nowy przybysz


Kto obserwuje Jozimamę na Facebooku, to już może ją widział. A kto nie widział, to teraz ma okazję, by zobaczyć jedyną w swoim rodzaju zebrę w czerwone paski.

- Jak to w czerwone paski?!  - tak, Jozimama już słyszy te pytania i widzi zdziwione spojrzenia dorosłych. Nie umiecie sobie wyobrazić zebry w czerwone paski? A dzieci tak! A skoro one potrafią to Jozimama również.

Oto nasza bohaterka:

zebra

Jozimama ma nadzieję, że powitacie ją ciepło, bo jest trochę nieśmiała i przez swoją odmienność niepewna swej wartości. Jozimama jednak uważa, że w czerwieni jest jej do twarzy i w niczym nie ustępuje swoim czarno-białym siostrom. A Wy jak uważacie?


Zwierzaki Jozimamy w Studio Vena


Jeśli mieszkacie w Nowym Tomyślu albo kiedyś będziecie tam chociaż przejazdem, koniecznie wpadnijcie do Studio Vena. To nie tylko studio fotograficzne, ale również uroczy sklepik z ręcznie robionymi rzeczami dla dzieci. Zwierzaki Jozimamy poczuły się tam więc zupełnie jak w domu, zwłaszcza że dostały swoją własną skrzyneczkę:

Studio Vena
Fot. Jowita Wasielewska, studiovena.com

Najlepiej z całego towarzystwa poczuła się tam zielona żyrafa - oliwkowy kolor ścian i skrzynki idealnie komponuje się przecież z jej karnacją. Ale i pozostałym zwierzakom bardzo podoba się w Studio Vena. Pewnie dlatego, że z fotografii na ścianach i półkach spoglądają na nie dzieci. A ich towarzystwo ferajna Jozimamy lubi najbardziej na świecie.

Studio Vena
Fot. Jowita Wasielewska, studiovena.com

Teraz cierpliwie czekają na przygarnięcie - jeśli chcielibyście zaprosić któregoś ze zwierzaków do siebie do domu, wpadnijcie na ul. Kolejową 22 w Nowym Tomyślu. W Studio Vena można kupić żyrafy, słonie, zebry, a także termofory, woreczki z grochem, fasolą lub kaszą oraz kontrastowe zabawki dla niemowląt. Jozimama gorąco poleca zarówno sklepik, jak i jego facebookową stronę - koniecznie polubcie!


wtorek, 14 lutego 2012

Walentynkowe losowanie... na Facebooku


Jakiś walentynkowy nastrój ogarnął Jozimamę i postanowiła zorganizować mały konkurs z tej okazji. Konkurs jest na Facebooku, więc jeśli chcecie wylosować jedną z serduszkowych żyraf lub małe serduszko, które nie wiadomo po co jest (właściwie tak samo jak Walentynki), to Jozimama zaprasza na swoją stronę na Facebooku.


Co zrobić, aby wziąć udział w losowaniu?
Jeśli już z nami jesteś, po prostu poleć stronę Jozimamy innym. Jeśli ktoś z Twoich znajomych ją polubi i na tablicy Jozimamy wspomni o Tobie, weźmiesz udział w losowaniu!
Jeśli jeszcze nie jesteś fanem, kliknij Lubię to!, a jeśli ktoś polecił Ci stronę Jozimamy,  na tablicy napisz jego nazwisko (dzięki temu również on weźmie udział w losowaniu).

Dla ułatwienia wtyczkę do strony znajdziecie obok :)

Co jest do wygrania?
Wśród "nowych" fanów Jozimama rozlosuje 2 żyrafy oraz dwie zawieszki w kształcie serca, czyli łącznie 4 upominki.
Wśród "starych" fanów Jozimama rozlosuje 2 zestawy żyrafa plus serduszko.



Konkurs trwa od momentu ogłoszenia do 15 lutego do godziny 17.00, jest więc jeszcze trochę czasu - do dzieła! Ogłoszenie wyników nastąpi 16 lutego.

A nagrody są takie:
konkurs_blog



wtorek, 20 grudnia 2011

Jozimama - pomocnik Mikołaja


Jakiś czas temu do Jozimamy napisała maila Pani z korporacji:

 Droga Jozimamo! 
 Jest sprawa! Plotka głosi, że w tym roku Mikołaj będzie wyjątkowo zabiegany. Boimy się, że dzieci naszych pracowników mogą przez to nie dostać prezentów! Jozimamo, pomożesz?

 No i co było robić... Jozimama ma dobre serce, więc postanowiła zrobić, co się da. Dało się uszyć niemal 650 zwierzątek, tak by wszystkie dzieci zapracowanych ludzi z korporacji miały się do kogo przytulić w te Święta i po wsze czasy. I dzieciaki już się przytulają do żyraf:


1

oraz takich oto koników:


3


Wszystkie zwierzaki Jozimama zapakowała w torebeczki. Dzięki nim można zabrać takiego przyjaciela wszędzie ze sobą:


6


7


Jozimama ma nadzieję, że dzieciom spodobały się zwierzaki i że przytulaniu nie będzie końca. Bo przecież po to właśnie powstały przytulanki... O tym (będąca w wyjątkowo świątecznym nastroju) Jozimama napisała nawet krótką świąteczną opowieść.
Można ją przeczytać tutaj: PUDŁO PEŁNE MARZEŃ.




8


czwartek, 24 listopada 2011

Żyrafa Jozimamy na gościnnych występach


Jozimama wrzuciła co prawda na bloga listę miejsc, w których pisze się o jej zwierzyńcu (znajdziecie ją w sekcji JOZIMAMA OCZAMI INNYCH), ale ostatnio pojawiła się taka recenzja, że po prostu trzeba się nią pochwalić.

O żyrafach napisała Gadżetomama. Ale główną rolę odegrała tu niejaka Mimbla, która poddała żyrafę bardzo dokładnym testom. Jak w nich wypadła żyrafa, przeczytajcie sami:

Żyrafa made by Jozimama - na www.gadzetomama.pl



niedziela, 13 listopada 2011

Przedświątecznie - Ściegi Ręczne



Nie wiem, jak Wy, ale Jozimama już czuje pod skórą, że zbliżają się Święta. A skoro Święta, to prezenty, a skoro prezenty, to dla dzieci najlepsze zabawki... Tak przynajmniej twierdzi Jozimama i żadna siła nie sprawi, by zmieniła zdanie.

Jeśli w tym roku nie chcecie zostawiać świątecznych zakupów na ostatnią chwilę, Jozimama ma dla Was świetną propozycję. Już 19 listopada w Starym Browarze w Poznaniu odbędzie się pierwsza poznańska edycja Ściegów Ręcznych, znanych dotąd tylko mieszkańcom Warszawy. W stolicy Wielkopolski impreza odbywa się w ramach festiwalu NO WOMAN NO ART. Jak więc widzicie, wydarzenie to nie byle jakie i każdy szanujący się Poznaniak powinien się na nim pojawić.

Ściegi Ręczne

A po co? Choćby po to, by pooglądać, poprzymierzać i oczywiście nabyć ciuchy i dodatki, jakich nie kupicie na co dzień ani w popularnych sieciówkach ani w modnych butikach Starego Browaru. Może spodoba się Wam coś od MUSHKI (Jozimama zakochała się w tiszercie z czachą) albo kupicie czadową nerkę od panitopoprawi. Skoro o paniach mowa - mogą nabyć coś z biżuterii,  np. kolczyki z deserowa.pl lub wisior od ooh!Andy. A jeśli szukacie czegoś na głowę, to koniecznie odwiedźcie stoisko Licoreese. Niezwykłe ciuchy dla każdego - również dla dzieci - znajdziecie u Piotra Czachora.... Ktoś potrzebuje torebki? Warto zajrzeć na stoisko PurolDesign - Jozimama może sama skusi się na jakiś filcowy cud... No i będzie też prawdziwa gratka obuwnicza - ręcznie robione buty od Loft37.pl (wiecie, że mają linię butów, które zamiast sznurówek mają... wstążeczki?!!!!) Wymieniać można by jeszcze długo i choć Jozimama nie zna wszystkich wystawców, wie na pewno, że będzie w czym wybierać.

A jak już się obkupicie w kolczyki, bransoletki, spodnie, sukienki, torebki i buty, to zajrzyjcie też do Jozimamy. W tym wyśmienitym towarzystwie znalazło się bowiem miejsce dla jej zwierzyńca. Na pewno będą żyrafy, słonie, zebry i koty, więc jeśli chcielibyście swoje potomstwo obdarować jakimś zwierzakiem, to marsz do Staryego Browaru! Będą też piłeczki i  czarno-białe zabawki dla niemowląt oraz termokwiatki dla maluchów cierpiących na kolki.


sciegi
Jeśli chcecie zobaczyć na Ściegach Ręcznych coś jeszcze, to napiszcie. Jak wystarczy czasu, Jozimama postara się przygotować specjalną  "ściegową" ofertę :)



środa, 28 września 2011

Zwierzyniec Jozimamy, część piąta: SŁONIE, czyli fotostory o XOXO
z niebieskimi rowerami w tle


Ni stąd ni zowąd i zupełnie niespodziewanie u Jozimamy pojawiły się słonie... No, może nie tak niespodziewanie, bo przecież od słoni w pewnym sensie wszystko się zaczęło... Tak czy inaczej, słonie nagle dołączyły do zwierzyńca i narobiły sporo zamieszania. A wyglądały tak:

słonie

Jozimama nie wie, czy nie podobało im się w jej domu z powodu bałaganu, czy może jedzenie niespecjalnie im odpowiadało, a może 11 piętro to dla słoni zbyt wysoko... Bez względu na powody, nie zagrzały długo miejsca u Jozimamy. Szybko zmówiły się z żyrafami i zebrami i postanowiły wyruszyć na wycieczkę. Gdy Jozimama usłyszała, że planują podróż komunikacją miejską, załamała ręce. Czy one naprawdę nie wiedzą, co teraz się dzieje się w Poznaniu?! pomyślała z rozpaczą... Ale nie było wyjścia, słonie się uparły - Jozimama spakowała więc całe towarzystwo do dużej torby i wyruszyli...

Pojechali autobusem... Jozimama oparła głowę o długą szyję jednej z żyraf, przykryła się słonim uchem i - jak to Jozimama - przysnęła. Gdy się ocknęła, byli już na poznańskich Naramowicach... A że jest to ta część Poznania, w którą rzadko kiedy się zapuszcza, w ataku paniki niemal wyzionęła ducha. Troskliwe słonie szybko zarządziły więc wypad na zieloną trawkę:

xoxo


A potem... Potem było już coraz ciekawiej... Najpierw jedna z żyraf  wypatrzyła w oddali niebieski rower z tajemniczymi znakami:

xoxo


Zwierzaki zachodziły w głowę, co mogą oznaczać te dziwne znaki x i o, w dodatku powtórzone dwa razy. Trzeba więc było przyjrzeć im się bliżej:

xoxo


W słoniach odezwała się pasja detektywistyczna i zdecydowały, że należy to zbadać i podążyć w stronę, którą wskazują znaki na tablicy. Jozimama ponownie więc zapakowała zwierzyniec do torby i ruszyli dalej. Jakie było ich zdziwienie, gdy po pewnym czasie zobaczyli:

xoxo


- Kolejny rower! I znowu te znaki! - krzyknęła jedna z żyraf... - Co to może być?
- A dlaczego te rowery są niebieskie? - zdziwiła się zebra... - Lepsze by były w paski...
- Hej zobaczcie! Te znaki - tam też są! I to jakie wielkie! - wykrzyknęły chórem słonie. Rzeczywiście, były tam:

xoxo


A obok były drzwi... Słonie nieśmiało zajrzały więc do środka:

xoxo


- O rany! Jakie poduchy! - krzyknął zielony słoń - Wypróbujmy, czy są wygodne!

xoxo 


- Ale rewelacja! Nie wiem, jak wy, ale ja tu chyba zostanę! - odpowiedział niebieski.

xoxo


- Poduchy są spoko, ale ja rezerwuję sobie tę furę - odparła czerwona słonica.

xoxo


Oprócz tego słonie pobawiły się trochę klockami:

xoxo


Żyrafy poznały swoją daleką kuzynkę:

xoxo


W końcu wszystkie zwierzaki wspięły się na wygodną półkę ze skrzynki i jednomyślnie stwierdziły, że tu zostaną:

xoxo

W ten sposób zwierzyniec Jozimamy opanował wyjątkowe miejsce, jakim jest XOXO - niezwykły sklepik z samymi ładnymi rzeczami dla dzieci, prowadzony przez uroczą Olishkę, która prowadzi równie uroczego bloga. W XOXO znajdziecie piękne ubranka dla dzieci, wyjątkowe zabawki, niepowtarzalne poduchy z imionami, które szyje sama właścicielka sklepu i najlepsze książki dla dzieci.

Jozimama jest pewna, że w nowym miejscu jej zwierzakom będzie dobrze i ma nadzieję, że każdy z nich już wkrótce zawędruje w małe, dziecięce rączki. Oprócz zwierzyńca Jozimama zostawiła też u Olishki termofory i woreczki, a wkrótce pojawią się również inne zabawki. Jeśli więc ktoś chce z bliska obejrzeć Jozimamowe wytwory, dotknąć, powąchać, pogłaskać czy przytulić - no to teraz jest ku temu dobra okazja.

Koniecznie musicie odwiedzić XOXO - sklep znajduje się w Poznaniu, przy ul. Bolka 15/3. Będziecie tak samo oczarowani jak Jozimama.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Do przedszkola - tylko z kotem!


Jak wiadomo, koty królują w domu Jozimamy. Głównie za sprawą Iguany, która kocha je miłością bezgraniczną. Ostatnio zresztą sama postanowiła zostać kotem, łazi tylko na czworaka, każe się głaskać, pije wodę wyłącznie z miseczki postawionej na podłodze, a na wszystkie pytania odpowiada miau, przy czym jest inne miau na odpowiedź przeczącą, a inne na odpowiedź twierdzącą... Więc Jozimama uczy się właśnie nowego języka - iguańsko-kociego, aby móc się jakoś porozumieć ze swoją latoroślą.

A latorośl nie wiadomo kiedy wyrosła na... przedszkolaka! 1 września zacznie dawać w kość nowym "ciociom" (Jozimama jest naprawdę ciekawa ich reakcji). No i jak przystało na prawdziwego przedszkolaka, Iguana kategorycznie zażądała worka na kapcie. Bo czy widział ktoś kiedyś przedszkolaka bez worka? Albo bez kapci?

Jozimama chwilę pomyślała, potem zrobiła sobie przerwę, znowu pomyślała...i tak zleciał cały dzień. W końcu postanowiła coś uszyć zmalować! No i wyszło coś na kształt kota... Talentu malarskiego Jozimama nie ma za grosz, więc pomysł był nieco karkołomny, ale istnieje nadzieja, że Iguanie kot przypadnie do gustu, bo odziedziczyła po Jozimamie upodobanie do stworzeń, którym daleko do ideału.

Nieidealny kot ozdobił wkrótce upragniony przez Iguanę worek. Prezentuje się tak:

worek na kapcoe

Worek można zawiesić na haczyku, nosić na ramieniu, bo tasiemki ma przyszyte do jednego z boków, a jakby tego było mało można go nawet postawić na podłodze, ponieważ Jozimama nie poszła na łatwiznę i uszyła worek z prostokątnym dnem. Nieźle co?

Teraz kot na worku grzecznie czeka na Iguanę. A w czwartek rozpoczną razem swoją wspólną przedszkolną przygodę...

worek na kapcie

środa, 16 lutego 2011

Jozimamowe towarzystwo chce robić karierę...


Do Jozimamy przyszła Pani Z Telewizji. Powiedziała — a gdyby tak żyrafy, koty i myszy udzieliły krótkiego wywiadu? Mamy taki program TELESKOP GOSPODARCZY, a tu, jak widzę, niczego sobie gospodarstwo. A nawet hodowla bydła i drobiu.... i całkiem spory inwentarz. Będzie na temat.

 Jozimama zamyśliła się chwilę, podrapała po głowie i z niepewnością rzekła — ale tylko one, tak? Tylko zwierzaki będą gadać? Jozimama nie musi nic mówić?

Bo Jozimama z natury jest nieśmiała i choć może tego nie widać, woli stanąć z boku, a najlepiej schować się tak, by nikt jej nie widział. Dlatego otacza się żyrafami - ich długie szyje bez problemu zasłaniają Jozimamę, która na swych krótkich nóżkach wygląda przy nich jak Danny DeVito obok Anji Rubik.

No to co, wystarczy, że zwierzaki się wypowiedzą? — upewniała się Jozimama. Pani Z Telewizji zaśmiała się i powiedziała, że przyjdzie do Jozimamy z Panem Operatorem, nakręcą materiał o zwierzakach i nawet Jozimama nie zauważy, że byli. — No dobrze —  zdecydowała Jozimama —  to przychodźcie.

Wciąż jednak zestresowana, umówiła się ze swoim zwierzyńcem, że pięknie się ukłonią, powiedzą dzień dobry, przedstawią po kolei i będą grzeczni jak przystało na dobrze ułożone zwierzęta. Gdy jednak tylko całe towarzystwo usłyszało dzwonek do drzwi, rozpętała się wielka awantura, przekrzykiwanie się, kto powinien wystąpić i kto bardziej sobie zasłużył na swoje pięć minut.

Żyrafy zaczęły wyciągać jeszcze bardziej swoje długie szyje, aby lepiej było je widać. Jakby tego było mało, jedna przez drugą przekrzykiwały się, która jako pierwsza powinna zaprezentować swe wdzięki przed kamerą. Widząc to  wszystko i nerwowo poruszając wąsami, koty zwróciły im uwagę, że to trochę niekoleżeńsko. —  Nie będzie kot wąsem łaskotał nas w twarz! —  wykrzyknęła jedna z żyraf. Na to odezwała się jedna z myszy —  a niby dlaczego to wy macie pokazywać się jako pierwsze? —  Że niby te wasze długie szyje są takie wyjątkowe? —  wparowała druga. Pfff —  obruszyła się trzecia —  przecież wiadomo, że nie ma na świecie nic piękniejszego niż mysi ogon!
—  Bydło górą! —  krzyknęła na to  krowa, a w proteście na te słowa kogut postawił bojowo grzebień....

CIIISZAAAA!!! USPOKOIĆ SIĘ NATYCHMIAST!!!!! —  ryknęła (zadziwiając samą siebie) Jozimama —  skoro nie potraficie się dogadać, to nie będzie żadnych wywiadów! Zamiast was, wystąpię ja!

I natychmiast pożałowała swych słów, bo zwinna jak kozica Pani Z Telewizji i rączy niczym koń Pan Operator natychmiast przybiegli do niej, podetknęli pod nos mikrofon i kamerę i wyjścia już nie było. Jozimama musiała coś powiedzieć... Wydukała więc z siebie kilka słów, które można już dziś, o godzinie 18:05, usłyszeć i zobaczyć w poznańskiej TVP, w programie TELESKOP GOSPODARCZY. A potem pewnie też gdzieś w internecie, więc blamaż jest niestety nieunikniony...

Wszystko udokumentował niezawodny jak zawsze Pan FFotograf. Jego również natarczywie oblegało zoologiczne towarzystwo Jozimamy. Pan FFotograf jednak był dzielny niczym superbohater, nie dał się osaczyć i obronił swój drogocenny aparat przed atakami pluszowych oprawców. A nawet zrobił kilka zdjęć. Dzięki temu możecie zobaczyć, jak wyglądał zwierzyniec wyrywający sobie nawzajem mikrofon z łap:


tv02


A tak wyglądała Jozimama, która naprędce przeszukiwała bloga, aby pokazać Panu Operatorowi, że jej zwierzęta tak naprawdę są przemiłymi istotami. Nie jest wcale pewna, czy ta mina może być dowodem na to, że uwierzył....

tv01


A jeśli się zastanawiacie, jak Jozimama postanowiła ukarać krnąbrnych podopiecznych, to zapowiedziała, że wyśle ich gdzieś w świat. Trochę się zasmucili, ale tylko na chwilę, bo zdali sobie sprawę, że tak naprawdę żadna to kara. Jeśli więc ktoś chciałby przygarnąć któregoś z łobuzów zamieszkujących u Jozimamy, to niech śmiało pisze :)



wtorek, 18 stycznia 2011

Koszmarna pomyłka Jozimamy


Jozimamie różne gafy się już zdarzały, ale to czego dopuściła się w zeszły poniedziałek, nie znajduje żadnego wytłumaczenia. Sama nie wie, jak mogła tak okropnie zawinić... Nikt się chyba nie domyślał, że może dojść do tak przykrego w skutkach incydentu. Bo Jozimamie przecież się to nie zdarza. Takie rzeczy przytrafiają się innym, ale nigdy wcześniej nie spotkało to Jozimamy...

Straszny wstyd, ale przyznać się trzeba. Otóż, zupełnie nieoczekiwanie, całkiem wyjątkowo i po raz pierwszy w historii, Jozimama...

ZAPOMNIAŁA!!!

W dodatku zapomniała o kimś, kto jest nie byle kim... Gdy tylko się dowiedział, że Jozimama pominęła go przy przedstawianiu gromadki z Podwodnego Świata, nie tylko poczuł się urażony, zawiedziony i rozczarowany, ale również owładnęła nim tak szaleńcza wściekłość, że Jozimama do dziś ma w głowie wszystkie skierowane w jej stronę obelgi i wyzwiska. Z oczywistych względów Jozimama nie uwierzy więc już nigdy więcej, że ryby głosu nie mają....

W ramach zadośćuczynienia Jozimama postanowiła poświęcić ofierze swego zapominalstwa osobny wpis na blogu. W swojej naiwności myślała, że ten zaszczyt choć trochę go udobrucha. Pomyliła się jednak srodze... Narzekania wcale się nie skończyły i Jozimama jeszcze długo musiała wysłuchiwać utyskiwań na temat swojego braku ogłady i absolutnej ignorancji. - Jak  można było pominąć taką grubą rybę jak on?! No jak?! Przecież to on jest tu gwiazdą, nie te rozcapierzone rozgwiazdki ani samozwańcza królowa Elka, nie wspominając o tym żałosnym Zbychu, który nawet pływać dobrze nie umie, tylko skacze pod wodą niczym żaba. To się po prostu w rybiej głowie nie mieści. To jest skandal i konsekwencje zostaną wobec Jozimamy wyciągnięte, niech sobie Jozimama nie myśli, że to jej ujdzie (tfu!) płazem! 

Jeśli myślicie, że to było wszystko, co miał Jozimamie do powiedzenia Seweryn, grubo się mylicie. Tak rozgadanej ryby, to Jozimama  jeszcze nie widziała. Wy też nie, więc teraz jest niepowtarzalna okazja:

ryba / fish

Seweryn nawijał i nawijał, a rybia gęba mu się nie zamykała... W końcu Jozimama nie wytrzymała i zagroziła, że jeśli nie zamilknie choć na chwilę, to Jozimama, choć lubi zwierzęta, osobiście go uwędzi i rzuci na pożarcie swoim rybożernym koleżankom. A te dla ryb litości nie mają, oj nie...

Seweryn nerwowo poruszył skrzelami i widać było, że ta groźba do niego trafiła. Trochę strapiony, jakby przestraszony, nabrał wody w usta... i czmychnął w podwodne czeluści. Z  tego wszystkiego nawet nie powiedział do widzenia, żadnego cześć na odchodnym nie rzucił ani głupiego pa pa płetwą nie machnął. Nie żeby Jozimama chciała mu coś wypominać, ale to trochę nieładnie zapominać o pożegnaniu...



piątek, 14 stycznia 2011

Jozimama szaleje...


... na Facebooku!

Część z Was pewnie wie, że Jozimama ma tam swój własny, zabawkowy profil. Jozimama lubi być na bieżąco, więc spędza na Facebooku niemal każdą wolną chwilę. Od czasu do czasu chwali się ostatnio uszytymi zabawkami i szuka u innych maskotek, przytulanek i pluszaków. Lubi czytać o fajnych rzeczach dla dzieci. Sprawdza, co wybierają mamy, a czasem nawet dyskutuje z nimi. Bywa, że pokazuje swoje inspiracje... Krótko mówiąc - podgląda innych i sama daje się podglądać. Tak dla zdrowotności. Przynajmniej tak sobie to Jozimama tłumaczy, bo parę osób orzekło, że Jozimamę ogarnęło jakieś facebookowe opętanie. Ale Jozimama uważa, że bez wariatów życie byłoby nudne, więc postanowiła sama nieco zwariować. Kilka dni temu wpadła na pomysł, by oprócz profilu, mieć również na Facebooku stronę. Fachowo (bo po angielsku) zwą to fanpage... Jozimama uważa, że to całkiem fajnie brzmi. A jeszcze fajniej myśli się Jozimamie, że może mieć fanów. FANÓW! Oczyma wyobraźni Jozimama widzi już te tłumy ogarnięte uwielbieniem i czekającą na nią sławę, wywiady, autografy...

Że co? To nie tak działa? Niemożliwe! To po co ten profil? Po co tłum fanów? Po co w ogóle ten Facebook???!!!!

Jozimama trochę się uniosła...Nie tak to miało być. Zabawki Jozimamy miały opanować cały świat! Piłeczki i kostki dla niemowląt miały trafić do domów w każdym zakątku ziemi. Żyrafy, myszki i koty miały się rozprzestrzenić w zawrotnym tempie i zawędrować do wszystkich dziecięcych łóżeczek... A teraz ktoś mówi, że aż tak wspaniały ten Facebook nie jest. Jozimama poczuła się oszukana...

Napisała więc pismo z reklamacją do samego Marka Zuckerberga. Nawet kilka niecenzuralnych słów tam padło, a pretensji, żalów i lamentów było jeszcze więcej. Niestety pismo zwinęła ze stołu, a następnie zżarła Iguana, bo w przypływie złości Jozimama zapomniała o jej obiedzie. Patrząc na żującą celulozę Iguanę, Jozimama nieco ochłonęła. A po krótkim namyśle stwierdziła, że chociaż może rzeczywiście się zagalopowała w swoich marzeniach, to fanpage nie zaszkodzi. Pomyślała też, że będzie to dobra motywacja do tego, by pisać częściej (nawet naiwnie w to uwierzyła)... A tak naprawdę to Jozimama po cichu liczy, że wśród Was znajdą się tacy jak ona szaleńcy, którzy kochają ręcznie robione zabawki dla dzieci, soczyste kolory i wzorzyste tkaniny. I ma nadzieję, że tak po prostu, całkiem bezinteresownie polubicie Zabawki Jozimamy.

Oczywiście Jozimama do niczego nie zmusza. Nawet daje Wam wybór. Proszę bardzo - można polubić stronę:





albo przyłączyć się do jej znajomych:



Jozimama Zabawki


Do niczego Jozimama nie namawia, ależ skąd! Chciała jednak napomknąć, że dobrze jest zrobić jedno i drugie. Tak przynajmniej twierdzą znajomi psychiatrzy. Nawet zalecają. Jozimama się nie zna, ale myśli sobie, że jak lekarze od głowy coś zalecają, to dobrze jest posłuchać... No wiecie, żeby nie zwariować...


poniedziałek, 10 stycznia 2011

Zwierzyniec Jozimamy, część czwarta: PODWODNY ŚWIAT


Było tak:
Strzelające korki szampana i fajerwerki obudziły Jozimamę z zimowego snu. - Jak to, Nowy Rok? Już? Dlaczego? Po co? 

Przez chwilę w głowie Jozimamy zaświtała szalona myśl, by ponownie zapaść w letarg. Iguana zwróciła jej jednak uwagę, że skoro jest Nowy Rok, to wypadałoby coś postanowić. Początkowo Jozimama postanowiła nic nie postanawiać, bo:
a) lubi robić wszystko na opak (a co, nie wolno?!),
b) szuka najprostszych rozwiązań (o ile akurat nie ma nastroju na to, by wszystko skomplikować),
c) po prostu jest leniwa (poza tymi chwilami, kiedy siada przy maszynie).

Ale potem wpadła na znacznie lepszy pomysł. W 2011 roku Jozimama postanowiła się pochwalić.

Bo poprzedni -  2010 rok - był całkiem dobry:
  • Jozimama zachęcona przez Pana FFotografa postanowiła otworzyć tego bloga (choć na namowy, by pisać częściej, była jednak głucha), 
  • usłyszała też całkiem sporo miłych słów na temat wszystkich dziwnych stworzeń, które się tu pojawiły, 
  • coraz więcej dzieci zasypia, trzymając w ramionach żyrafki i kotki od Jozimamy,
  • a Iguana - choć coraz starsza i coraz bardziej przemądrzała i pyskata -  wciąż lubi zabawki uszyte przez Jozimamę...
Lecz oprócz tych wszystkich wspaniałych rzeczy, Jozimamę spotkało jeszcze jedno wyjątkowe wyróżnienie.

JOZIMAMA DOSTAŁA NAGRODĘ!

Właściwie to nie wiadomo, co ją podkusiło, ale gdy przeczytała o konkursie organizowanym przez Muzeum Zabawek w Kielcach, postanowiła spróbować swych sił. 

Szyła, szyła, szyła, szyła i szyła... Potem okazało się, że to co uszyła, nie do końca wyszło, więc pruła, pruła i pruła. A potem znów szyła, szyła i szyła. A gdy już wszystko uszyła, wynik był taki: *

podwodny swiat / aquarium
 * a jeśli chodzi o wyniki konkursu, Jozimama otrzymała drugą nagrodę w kategorii zabawki artystyczne - i choć uważa, że epitet artystyczne jest w jej przypadku mocno na wyrost, to i tak czuje się dumna jak paw.


Uprzedzając wszelkie pytania, Jozimama spieszy z odpowiedzią – oto Podwodny Świat Jozimamy.

Do tej pory nie zanurzała się nigdy w takie głębiny, ale pomyślała  – Co tam, raz się żyje  – wzięła głęboki oddech i zaczęła zwiedzać morską krainę. Spodobało jej się w niej tak bardzo, że postanowiła sprowadzić stamtąd kilkoro nowych przyjaciół. A ponieważ Jozimama ma się za osobę dobrze wychowaną i kulturalną, pozwoli sobie teraz wszystkim Państwu przedstawić tę przemoczoną gromadkę.

Jako pierwsza w podwodnym świecie pojawiła się największa morska celebrytka - rozgwiazda Stefania:
rozgwiazda / starfish

oraz jej młodsza i nieco szczuplejsza siostra Natalia:
rozgwiazda / starfish


Zaraz za tym dziesięcioramiennym duetem podążyły nazacniejsze morskie osobistości.

Absolutna królowa morskich głębin, czyli Jej Wysokość Ela:ryba / fish

Niech nie zwiodą Was jej niewielkie gabaryty - rządzi podwodnym światem twardą płetwą i żadne morskie stworzenie nie jest w stanie się jej sprzeciwić.

Na jej dworze stale przebywa nieco zmanierowana, ale całkiem sympatyczna Wiktoria:
ryba / fish

oraz jej nie mniej sympatyczny mąż, Dawid:
ryba / fish


W morskich głębinach furorę robi też Zuzanna:
ryba / fish

Choć trochę piegowata, zawróciła już w głowie niejednemu samcowi. Najbardziej o drżenie małego rybiego serca przyprawia pewnego zakompleksionego i nieśmiałego Leona:

ryba / fish

Przypatruje się temu z oddali i kibicuje Leonowi życzliwy  mu morski konik Zbigniew (który wie, jak boli złamane serce, odkąd jego końskim zalotom oparła się młodsza z sióstr rozgwiazd, Natalia):
konik morski / sea horse


Z kolei do Zbigniewa po cichu - lecz całą mocą skrzel -  wzdycha obdarzona smukłym ciałem Michalina:
ryba / fish

Ponad tym wszystkim jest - nie bez powodu okrzyknięty morskim narcyzem - Maurycy, który największym uczuciem darzy swoje różowe płetwy:
ryba / fish


*   *   *

I pomimo wszystko, cała gromadka żyje razem całkiem zgodnie:
podwodny swiat / aquarium

 Pływają obok siebie, nie wadząc sobie nawzajem. I choć głosu nie mają, jakoś się dogadują.

I właśnie tego - pełnego zrozumienia dla wszystkich - w Nowym Roku życzy Wam Jozimama!


środa, 25 sierpnia 2010

Zwierzyniec Jozimamy, część trzecia: MYSZY HARCUJĄ


Ta nuda to był oczywiście żart Jozimamy. Prześmieszny, czyż nie? Tak naprawdę, Jozimama miała pełne ręce roboty. Najpierw pojechała na urlop. Już tylko to oznacza ogromne zamieszanie, bałagan i ogólny harmider (to ostatnie to przede wszystkim zasługa Iguany). Ale gdyby chodziło tylko o urlop, Jozimama jakoś by się z tym wszystkim uporała, napisała porządnego posta na blogu i nie musiałaby wysłuchiwać z każdej strony: dlaczego nic nie napisałaś? a kiedy coś będzie? znowu cisza, czyżbyś już straciła wenę?... Niestety to, co ukazało się oczom Jozimamy po powrocie z urlopu, było istną klęską żywiołową. Jozimama nie mogła poznać własnego domu. Sporo czasu musiało upłynąć, zanim doprowadziła go do względnego ładu...

A wszystko za sprawą małych myszy, które pod nieobecność Jozimamy zalęgły się i opanowały cały apartament. I nawet kociarnia Jozimamy, która miała pozostać na straży, nie dała rady. Na gryzonie po prostu nie ma sposobu — gdy tylko znajdą sobie jakiś cel, idą do niego, taranując wszystko, co napotkają po drodze. A myszy, które postanowiły zamieszkać u Jozimamy, okazały się bardzo rozrywkowymi osobnikami i postanowiły trochę zaszaleć. Tknięta dziwnym przeczuciem Jozimama przed wyjazdem włączyła monitoring w swojej rezydencji i dzięki temu mogła po powrocie zobaczyć przynajmniej część wyczynów swoich nowych sublokatorów. 

A uwierzcie, że jest co oglądać:







Co było dalej, Jozimama może się tylko domyślać. Jedno wie na pewno — działo się! Opróżniona ze wszystkiego lodówka, pogryzione meble i porwane w strzępy książki, zerwane firanki, pobite kieliszki i talerze świadczyły o tym, że te niepozorne myszki nie próżnowały. Oczywiście po powrocie Jozimamy, przepadły jak kamień w wodę. Pozostał tylko wszechobecny bałagan...

Cóż było robić, Jozimama zakasała rękawy i wzięła się za sprzątanie, klnąc pod nosem i obiecując sobie, że kolejną rzeczą, jaką uszyje, będzie... pułapka na myszy.


myszki_razem

fot.: Piotr Folkman


środa, 28 lipca 2010

Zwierzyniec Jozimamy, część druga: KOCIARNIA


Pogoda pod psem, więc według wszelkich zasad logiki Jozimamy, napisać trzeba o kotach.

Jozimama o kotach wie niewiele — poza tym, że przewrotne z nich zwierzęta i że chadzają własnymi drogami. Pewnie właśnie dlatego Iguana tak je uwielbia. Trzeba jednak otwarcie przyznać, że dla niej właściwie wszystko, co ma sierść i 4 nogi, jest kotem. "Tote, tote!" woła, widząc psa, kozę i konia :) Rozmiar nieistotny, dla Iguany świat zwierząt na razie składa się tylko z kotów.

Pewnego dnia w pokoju Iguany pojawiły się małe kociaki. Takie jak te:
koty_trzy
fot.: Piotr Folkman

Początkowo Iguana podchodziła do nich nieco nieufnie. Dziwaczne koty wywołały burzę pytań, bo nie dość, że nie do końca jak koty wyglądały (gdzie są nogi?), to w dodatku miały zamknięte oczy (dlaczego ciągle śpią?). Jakby tego było mało, umaszczenie sierści też jakieś dziwne (dlaczego czerwony? dlaczego pomarańczowy? dlaczego żółty i w paski? a do czego te kropki? a co to jest to zielone na ogonie?)... Po krótkiej chwili zawahania, Iguana obdarzyła jednak nowych domowników wszystkimi uczuciami, jakie nosiła w swoim małym iguańskim serduszku — od wielkiej miłości przejawianej przytulaniem, całowaniem i wzajemnym lizaniem, poprzez zniecierpliwienie wyrażane całkowitą obojętnością, po dziką złość okazywaną ciągnięciem za ogon i rzucaniem o ścianę. Koty są jednak wyjątkowo cierpliwe i dzielnie znoszą czułości, fochy i humory Iguany. Zadomowiły się do tego stopnia, że zaczęły się rozmnażać. Jozimama bardzo przeprasza wszystkich, którzy mogą poczuć się urażeni tym faktem, ale naprawdę nie ma wpływu na życie intymne kotów. Jest zupełnie bezsilna wobec kocich instynktów i ma już w domu całkiem pokaźną kociarnię:

koty_wszystkie
fot.: Piotr Folkman


Zaczyna jej już trochę brakować miejsca. Pomyślała więc (z bólem serca i nie bez łez), by kotkom znaleźć nowy dom. Dlatego ogłasza ogólnopolską akcję ADOPTUJ ŚPIĄCEGO KOTKA.

Przyjaciela na dobre i na złe szukają:


Rudzielec
rudzielec
 fot.: Piotr Folkman

Słonecznikslonecznik
 fot.: Piotr Folkman

Keczup
keczup
fot.: Piotr Folkman

Jozimama nie wie, czy korzystają z kuwety, czy mają szczepienia i są odrobaczone, ale może za to zapewnić, że świetnie mruczą na dobranoc kołysanki. Mają też śmieszne, zakręcone ogonki i bardzo lubią małe dzieci.


Chcesz adoptować kotka? Napisz: jozimama@gmail.com
Jozimama za straty moralne wynikające z rozłąki pobiera opłatę 35 zł (+ wysyłka).

wtorek, 29 czerwca 2010

Testowane na ssakach


Co jak co, ale zabawki to poważna sprawa. Uszyć to jedno, ale sprawdzić, czy spełniają swoją funkcję, to już proszę Państwa zupełnie inne bajka. Jozimama wie, że zawsze trzeba dokładnie przetestować, czy zabawkę da się ugryźć, possać, obślinić i pociumkać, bo w końcu po to przecież są zabawki. Ponieważ Jozimama nie ma w tym wielkiego doświadczenia, postanowiła zatrudnić sztab profesjonalnych testerów  — i to takich prawdziwych, z krwi i kości, chociaż czasem jeszcze bezzębnych. Zabawki Jozimamy testują więc mali przedstawiciele kręgowców, należący do gromady ssaków. Bo to nie IKEA — Jozimama nie może sobie pozwolić, żeby jakieś maszyny sprawdzały jakość jej zabawek. Tu potrzeba nie tylko dokładności i cierpliwości, ale też twórczego podejścia do badań. Jeden z  testerów Jozimamy — Antoshka sprawdza na przykład, jak się żuje nogi żyrafek i czy piłka jest dobrą podpórką pod brodę.

Mama Antoshki przesłała fotograficzną dokumentację z testów:


antoshka

fot.: Marysia Hirowska

Specjalnie dla Jozimamy napisała też profesjonalny raport z badań:

Żyrafa stała się ukochaną zabawką małego Antoshki. A jego mama i tata kochają ją jeszcze bardziej. Gdy nasz mały Bączysław budzi się sakramencko wcześnie, dostaje żyrafkę i piłeczki i dzięki temu znika nam na całą godzinę, uparcie żując długie nogi. Ach jak się zawsze uśmiecha na ten pierwszy widok, kiedy żyrafka wędruje do Antoshkowych łapek! To szczęście niezmienne każdego dnia. Wniebowzięty Pan Tata czeka, aż potomek zmęczony pada i zasypia na kolejną godzinkę.

Piłka stanowi zagadkę dla Bączysława, bo niby okragła, ale co kawałek wystają z niej jakieś tasiemki. A po co one tu są? I kuszą? Aby włożyć do buzi, spróbować i posmakować. Och, zdecydowanie te czerwone najsmaczniejsze. Ale jakby jeszcze można je tak wyciągnąć! Trzeba próbować każdego dnia od nowa.


A ten... ta druga, niby piłka, a nie okrągła. A jeśli nie okrągła, to jaka? Antoshek nie jest pewien, ale lubi ją, bo ta "nieokrągła" piłka nie ucieka. Czeka cierpliwie na swoją kolej niuplania tasiemek...


A to Antoshka i jego piękna mama:


antek

fot.: Piotr Iwański


A kolejni testerzy niestrudzenie pracują — efekty ich badań już niedługo u Jozimamy :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...