niedziela, 7 listopada 2010

Bardzo zajęta Jozimama


Jozimama chciałaby zdementować plotki, jakie dotarły nawet do Jozibabci, która ostatnio zadzwoniła i opierniczyła Jozimamę niczym pięciolatkę za rzekome lenistwo. 

Zatem niniejszym obwieszcza się, że brak wieści na blogu nie oznacza, że Jozimama się obija. Wręcz przeciwnie, przez ostatnie tygodnie Jozimama pracowała niestrudzenie, maszyna furkotała niemal codziennie, zrywały się nitki i łamały igły... Sporo się działo i sporo się uszyło. Żeby nie być gołosłowną, Jozimama zrobiła krótką listę swoich ostatnich dokonań, bo wie, że kilku niedowiarków czai się za rogiem...

Oto, co ostatnio wyszło spod igły Jozimamy:
  • kilkanaście żyrafek, które powędrowały do dzieci w różnych zakątkach Polski 
  • zabawki dla dzieci z Przedszkola w Skórzewie 
  • kostka, piłka i gryzaczek dla Marysi 
  • komplet kostek dla Michalinki, zwanej Misią
  • czarno-czerwono-biała karuzelka
  • dwa komplety pościeli dla Lenki-Sarenki i Filipa-Jelonka

Poniżej krótka dokumentacja fotograficzna. Niestety Pan FFotograf był również bardzo zajęty, więc zdjęcia zrobiła sama Jozimama. Zdecydowanie lepiej radzi sobie z igłą, sami przyznacie... W dodatku nie wszystko udało się sfotografować, uprasza się zatem o wyrozumiałość.





kontrasty

posciel

To jednak nie wszystko. Przez wiele wieczorów Jozimama zanurzała się w podwodnym świecie. Zanurzała się tak skutecznie, że prawie jej skrzela wyrosły. Ale o tym więcej następnym razem (ciekawscy i niecierpliwi mogą zajrzeć na profil Jozimamy na Facebooku). 

Morskie stworzenia na tyle wymęczyły Jozimamę, że musiała wybrać się z krótką wizytą do Barcelony. Było ciepło i bajecznie kolorowo, czyli tak jak Jozimama lubi najbardziej. 

A co Jozimama przywiozła z Barcelony? No chyba wiadomo, że nie mogło być inaczej:


SNB11745

Piękny widok, prawda? 

środa, 25 sierpnia 2010

Zwierzyniec Jozimamy, część trzecia: MYSZY HARCUJĄ


Ta nuda to był oczywiście żart Jozimamy. Prześmieszny, czyż nie? Tak naprawdę, Jozimama miała pełne ręce roboty. Najpierw pojechała na urlop. Już tylko to oznacza ogromne zamieszanie, bałagan i ogólny harmider (to ostatnie to przede wszystkim zasługa Iguany). Ale gdyby chodziło tylko o urlop, Jozimama jakoś by się z tym wszystkim uporała, napisała porządnego posta na blogu i nie musiałaby wysłuchiwać z każdej strony: dlaczego nic nie napisałaś? a kiedy coś będzie? znowu cisza, czyżbyś już straciła wenę?... Niestety to, co ukazało się oczom Jozimamy po powrocie z urlopu, było istną klęską żywiołową. Jozimama nie mogła poznać własnego domu. Sporo czasu musiało upłynąć, zanim doprowadziła go do względnego ładu...

A wszystko za sprawą małych myszy, które pod nieobecność Jozimamy zalęgły się i opanowały cały apartament. I nawet kociarnia Jozimamy, która miała pozostać na straży, nie dała rady. Na gryzonie po prostu nie ma sposobu — gdy tylko znajdą sobie jakiś cel, idą do niego, taranując wszystko, co napotkają po drodze. A myszy, które postanowiły zamieszkać u Jozimamy, okazały się bardzo rozrywkowymi osobnikami i postanowiły trochę zaszaleć. Tknięta dziwnym przeczuciem Jozimama przed wyjazdem włączyła monitoring w swojej rezydencji i dzięki temu mogła po powrocie zobaczyć przynajmniej część wyczynów swoich nowych sublokatorów. 

A uwierzcie, że jest co oglądać:







Co było dalej, Jozimama może się tylko domyślać. Jedno wie na pewno — działo się! Opróżniona ze wszystkiego lodówka, pogryzione meble i porwane w strzępy książki, zerwane firanki, pobite kieliszki i talerze świadczyły o tym, że te niepozorne myszki nie próżnowały. Oczywiście po powrocie Jozimamy, przepadły jak kamień w wodę. Pozostał tylko wszechobecny bałagan...

Cóż było robić, Jozimama zakasała rękawy i wzięła się za sprzątanie, klnąc pod nosem i obiecując sobie, że kolejną rzeczą, jaką uszyje, będzie... pułapka na myszy.


myszki_razem

fot.: Piotr Folkman


wtorek, 17 sierpnia 2010

piątek, 30 lipca 2010

Jak Iguana modelką została


Jozimama postanowiła, że będzie kreatorem mody. Bo właściwie dlaczego nie? Co prawda jej designerskie zapędy zakończyły się na razie na jednym własnoręcznie uszytym egzemplarzu garderoby Iguany, ale stwierdziła, że to wystarczy, by zorganizować pierwszy pokaz. Może nie jest to haute couture, a jedynie prêt-à-porter, ale to nie oznacza, że Jozimama nie mierzy wysoko... Dowodem niech będzie to, że wszystko odbyło się  na 11 piętrze na balkonie - tak, aby cały świat mógł podziwiać jej dokonania. Jozimama nie ma wątpliwości - splendor, sława, rauty i bankiety z gwiazdami są nieuniknione.

Jeśli zastanawiacie się, jakie trendy obowiązują tego lata - Jozimama podpowiada: królują serca i kolor słoneczny! Zaczynamy pokaz - na wybiegu oczywiście Iguana... Brawa dla supermodelki!!!

No dobra, jest fajnie, ale co ja właściwie mam robić?


sukienka01



Aha, mały obrót. Spoko, dam radę. Nawet taki oto piruecik na jednej nodze trzasnę, bez problemu...


sukienka02



Oj, oj, oj... Spokojnie, tylko złapię równowagę. Bez paniki!


sukienka10



Nooo, udało się. Łatwizna.


sukienka03



Ale szczerze mówiąc - straszna nuda. To już ta ściana jest ciekawsza.


sukienka06


Hmm, ale ile można gadać ze ścianą... Może lepiej popatrzę sobie na świat.


sukienka05



No dobra, koniec szoł. Idźcie już sobie, autografy innym razem - jak się nauczę pisać.


sukienka08



Teraz mam ciekawsze rzeczy do roboty. Ooo, to jest coś! Kupa gołębia!


sukienka09


Za uwagę w imieniu ubabranej Iguany, dziękuje Jozimama.

Pomysł na sukienkę zaczerpnięty z From An Igloo.

środa, 28 lipca 2010

Zwierzyniec Jozimamy, część druga: KOCIARNIA


Pogoda pod psem, więc według wszelkich zasad logiki Jozimamy, napisać trzeba o kotach.

Jozimama o kotach wie niewiele — poza tym, że przewrotne z nich zwierzęta i że chadzają własnymi drogami. Pewnie właśnie dlatego Iguana tak je uwielbia. Trzeba jednak otwarcie przyznać, że dla niej właściwie wszystko, co ma sierść i 4 nogi, jest kotem. "Tote, tote!" woła, widząc psa, kozę i konia :) Rozmiar nieistotny, dla Iguany świat zwierząt na razie składa się tylko z kotów.

Pewnego dnia w pokoju Iguany pojawiły się małe kociaki. Takie jak te:
koty_trzy
fot.: Piotr Folkman

Początkowo Iguana podchodziła do nich nieco nieufnie. Dziwaczne koty wywołały burzę pytań, bo nie dość, że nie do końca jak koty wyglądały (gdzie są nogi?), to w dodatku miały zamknięte oczy (dlaczego ciągle śpią?). Jakby tego było mało, umaszczenie sierści też jakieś dziwne (dlaczego czerwony? dlaczego pomarańczowy? dlaczego żółty i w paski? a do czego te kropki? a co to jest to zielone na ogonie?)... Po krótkiej chwili zawahania, Iguana obdarzyła jednak nowych domowników wszystkimi uczuciami, jakie nosiła w swoim małym iguańskim serduszku — od wielkiej miłości przejawianej przytulaniem, całowaniem i wzajemnym lizaniem, poprzez zniecierpliwienie wyrażane całkowitą obojętnością, po dziką złość okazywaną ciągnięciem za ogon i rzucaniem o ścianę. Koty są jednak wyjątkowo cierpliwe i dzielnie znoszą czułości, fochy i humory Iguany. Zadomowiły się do tego stopnia, że zaczęły się rozmnażać. Jozimama bardzo przeprasza wszystkich, którzy mogą poczuć się urażeni tym faktem, ale naprawdę nie ma wpływu na życie intymne kotów. Jest zupełnie bezsilna wobec kocich instynktów i ma już w domu całkiem pokaźną kociarnię:

koty_wszystkie
fot.: Piotr Folkman


Zaczyna jej już trochę brakować miejsca. Pomyślała więc (z bólem serca i nie bez łez), by kotkom znaleźć nowy dom. Dlatego ogłasza ogólnopolską akcję ADOPTUJ ŚPIĄCEGO KOTKA.

Przyjaciela na dobre i na złe szukają:


Rudzielec
rudzielec
 fot.: Piotr Folkman

Słonecznikslonecznik
 fot.: Piotr Folkman

Keczup
keczup
fot.: Piotr Folkman

Jozimama nie wie, czy korzystają z kuwety, czy mają szczepienia i są odrobaczone, ale może za to zapewnić, że świetnie mruczą na dobranoc kołysanki. Mają też śmieszne, zakręcone ogonki i bardzo lubią małe dzieci.


Chcesz adoptować kotka? Napisz: jozimama@gmail.com
Jozimama za straty moralne wynikające z rozłąki pobiera opłatę 35 zł (+ wysyłka).

wtorek, 29 czerwca 2010

Testowane na ssakach


Co jak co, ale zabawki to poważna sprawa. Uszyć to jedno, ale sprawdzić, czy spełniają swoją funkcję, to już proszę Państwa zupełnie inne bajka. Jozimama wie, że zawsze trzeba dokładnie przetestować, czy zabawkę da się ugryźć, possać, obślinić i pociumkać, bo w końcu po to przecież są zabawki. Ponieważ Jozimama nie ma w tym wielkiego doświadczenia, postanowiła zatrudnić sztab profesjonalnych testerów  — i to takich prawdziwych, z krwi i kości, chociaż czasem jeszcze bezzębnych. Zabawki Jozimamy testują więc mali przedstawiciele kręgowców, należący do gromady ssaków. Bo to nie IKEA — Jozimama nie może sobie pozwolić, żeby jakieś maszyny sprawdzały jakość jej zabawek. Tu potrzeba nie tylko dokładności i cierpliwości, ale też twórczego podejścia do badań. Jeden z  testerów Jozimamy — Antoshka sprawdza na przykład, jak się żuje nogi żyrafek i czy piłka jest dobrą podpórką pod brodę.

Mama Antoshki przesłała fotograficzną dokumentację z testów:


antoshka

fot.: Marysia Hirowska

Specjalnie dla Jozimamy napisała też profesjonalny raport z badań:

Żyrafa stała się ukochaną zabawką małego Antoshki. A jego mama i tata kochają ją jeszcze bardziej. Gdy nasz mały Bączysław budzi się sakramencko wcześnie, dostaje żyrafkę i piłeczki i dzięki temu znika nam na całą godzinę, uparcie żując długie nogi. Ach jak się zawsze uśmiecha na ten pierwszy widok, kiedy żyrafka wędruje do Antoshkowych łapek! To szczęście niezmienne każdego dnia. Wniebowzięty Pan Tata czeka, aż potomek zmęczony pada i zasypia na kolejną godzinkę.

Piłka stanowi zagadkę dla Bączysława, bo niby okragła, ale co kawałek wystają z niej jakieś tasiemki. A po co one tu są? I kuszą? Aby włożyć do buzi, spróbować i posmakować. Och, zdecydowanie te czerwone najsmaczniejsze. Ale jakby jeszcze można je tak wyciągnąć! Trzeba próbować każdego dnia od nowa.


A ten... ta druga, niby piłka, a nie okrągła. A jeśli nie okrągła, to jaka? Antoshek nie jest pewien, ale lubi ją, bo ta "nieokrągła" piłka nie ucieka. Czeka cierpliwie na swoją kolej niuplania tasiemek...


A to Antoshka i jego piękna mama:


antek

fot.: Piotr Iwański


A kolejni testerzy niestrudzenie pracują — efekty ich badań już niedługo u Jozimamy :)

czwartek, 24 czerwca 2010

Dzień Ojca, czyli Jozimama kulinarnie


— Mamamamamama!!!! Tiiitaa toota aijaija tatatata toto. Toto!! Toto!! — powiedziała we wtorek Iguana. Dla tych, którzy po iguańsku mówią słabo, tłumaczenie: Mamo! Jutro Dzień Taty. Trzeba zrobić tort! 

— No jak trzeba to trzeba — pomyślała Jozimama. W końcu Iguana tylko jednego ma tatę. Za to bardzo fajnego. Tata każdego ranka odprowadza ją do żłobka, a po południu nawet pamięta, żeby przyjść po nią i zabrać do domu. Tata niemal codziennie kąpie Iguanę, czesze włoski (a jest co czesać!), a jak trzeba to nawet nakarmi i przewinie. Iguana bardzo lubi spędzać czas z tatą. Chodzą razem na spacery, bawią się w piaskownicy, a w domu oglądają bajki i grają w Starcrafta 2. No to chyba tort się należy, co?

Iguana ustaliła z Jozimamą, że po żłobku zrobi dziką awanturę i będzie chciała dłużej pobawić się na placu zabaw, żeby Jozimama — urwawszy się z pracy — zdążyła ze wszystkim. Plan nieco karkołomny, bo Jozimama w kuchni to zjawisko tak rzadkie jak zaćmienie słońca, ale czego nie robi się dla dobra sprawy. Jak postanowiły, tak zrobiły. Dzięki uporowi i wrzaskom Iguany, Jozimama miała trochę czasu, by z kuchni zrobić pobojowisko, ubrudzić całą siebie i wszystkie szafki, ze trzy razy z przerażeniem stwierdzić, że chyba jednak nic z tego nie wyjdzie, po czym spróbować jeszcze raz i ostatecznie zakończyć pracę takim efektem:

tort

Tort miał truskawkowy krem w środku, a na wierzchu bitą śmietanę i mnóstwo truskawkowych serduszek. Nawet wstążeczkę miał, bo Jozimama kocha wstążeczki i po prostu nie mogła się powstrzymać...

Jozimama akurat kończyła wiązać kokardkę, gdy Iguana i tata wrócili do domu. Niespodzianka się udała — tata był bardzo zaskoczony. I chociaż Jozimama nie jest pewna, czym bardziej — tortem czy stanem kuchni po jej walce z cukierniczą materią, uważa, że co jak co, ale na pewno należy jej się jakiś:


APLAUZ


PS: Jozimama dziękuje za inspirację Idyjotce



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...